powrót do strony głównej






Wacław Szymanowski, Pomnik Chopina





Władysław Broniewski


PRZYCUPNEŁY WIERZBY


Przycupnęły wierzby za obejściem:
"A, wejdźcie no, wierzby, wejdźcie.
Będzie rosół z komara
i rosy pełna czara,
i śpiewka,
i dziewka,
i z krwi nalewka,
i ja sama wiedźma - wierzba rosochata -
czym chata bogata."
A wierzby w zadumie,
w szumie.


Z poematu:"WISŁA"(fragment)


Ja pójdę i położę się, położę
wśród wierzb,
a wtedy może
napiszę wiersz.



Z poematu:"MAZOWSZE"


               V
Jak by to było dobrze
w Borowiczkach
pójść na trochę melasy.

Tam Wisła właśnie zakręca
ku Dobrzykowu,
ku Warszawie,
piękna Wisła.

Jak by to było dobrze
płynąć statkiem do Płocka lub do Warszawy:
malutkie fale,
wiklina,
gorąc kotłowni.

W bufecie
biały chleb z masłem i solą,
dobry jak matka.

Gżegżółki nad mielizną,
topole, topole,
kępy wierzbowe,
dal.

Kiedy umrę,
tamtędy będę pływał.




Teofil Lenartowicz


NA WIERZBĘ


Wierzbo ty moja, którą wiek on stary
Mianem przyodział najpiękniejszej wiary
Przeto,że pierwsza u wiejskiego płotu
Pękasz na powiew ciepłych dni powrotu;
Witam cie, drzewo, ty najmniej cenione,
Piasków Mazowsza jedyna ozdobo!
Ilekroć myślą zwracam sie w tę stronę,
Na pustej wydmie wraz się schodzę z tobą,
Z twą rozwichrzona spotykam zielenią
Nad wodą, w polu i przed chłopską sienią,

Pszczoła na ciebie nie zabiega skrzętna
I chrząszczyk tylko twych się czepia liści,
A ty mi przecież najwiecej pamiętna
I ty mi jedna szumisz najojczyściej.
Drzewino biedna, to raz rozżalona,
Kiedy się schylasz nad mogiłką szarą,
To raz żałosnie z zbolalego łona
Tony ciągnąca pastuszą fujarą,
To raz na fale mej rodzinnej rzeki
Rozdzielająca włosy, topielico,
To oddalona od lasów opieki,
Gdy wściekłe wichry w szpony cię pochwycą,
O wierzbo moja, masz ty swoje wdzięki,
Drzewo najmilszej, rodzinnej piosenki!

Ileż to razy, ty prostaczko sielska,
Nim jeszcze białe pojawią się kotki,
Nim na obejściu rozwiną się zielska
Ku tobie ręce wyciagał sierotki!
Gdy - było - serce pieśni się doprasza:
Choćby mi przyszło cierpiec zemstę Feba,
Choćby mi skórę zdarto jak z Marsjasza -
Za trochę piesni, za kawałek nieba
Jam po gałązkę bez gniewu obawy
Wierzbową sięgał - jużciż nie dla sławy,
Którą wielkości biorą na swe czoła...
Wierzbo, ty moja przyjaciółko z sioła,
Szarą sukmanką jak chłopka okryta,
Kiedyż cię moje oko znów powita?...

Wieniec pamiątek z twoich liści wiję,
Znajoma moja od dziecinnych latek:
Mikołaj święty z toba na wiliję
Puka w okienko, zaziera do chatek,
A rózga w ręku na niesforne żaczę;
Przecie mnie twoje nie dosięgły prątki,
A miasto rózgi bywały kołacze...
O, wy rodzinne, serdeczne pamiątki!
Palmo Mazowsza, któraś nam weswle
Niosła na każdą Palmową Niedzielę,
Kiedyż cię polskie dzieci znów pochwycą
I pieśń zanucą: <Witaj nam, rodzico,
Ojczyzna nasza!>...

Na zaśnieżonym w zimowej zamieci
Szerokim polu ty, wierzbo uboga,
Oczom wieśniaka zbłąkanych dzieci
Wskazujesz jedna, gdzie do wioski droga.
Niebaczny chłopek siekierą cię zatnie,
Sukmankę twoją ciężki wóz zatarga:
A ty na piaskach jak milcząca skarga
Stoisz, na krańce spędzona ostatnie.

Na twych ramionach, pod tą ciemną gwiazdą,
Pod liści wiecznie szarpanych siermięga
Kołyszesz wróbla biedaka też gniazdo:
Wybiórki świata pod toba się lęgą.
Bądźże ty w mojej piosence sławiona,
Której nie słucha nikt i nikt nie ceni:
Bo moja struna - hej, ta moja struna!

Jedno z drzew naszych szumem się tam żeni,
Z chlupotem wody, gdy o brzegi w pędzie
Tłucze swe fale o srebrzystych grzywach,
Z jesiennym wichrem na rozległych niwach,
I nie z tym, co jest - ale z tym, co będzie.




Maria Konopnicka


A KTO CIEBIE, TY WIERZBINO...


- A kto ciebie, ty wierzbino, wychował?
A kto twoje fujareczki czarował?...
- Wychwał ci mnie mój rodzic,
Ciemny las,
Kędy stoję w chłodnej rosie
Aż po pas!

Wykarmiła mnie ta ziemia, ta matka,
Płakiwała ze mną brzozą, siąsiadka...
Czarna rola podawała
Chleb i sól,
Wykołysał wiatr szumiący
Z ląk i pól.

Latał ci on miesięcznymi nockami
Nad sennymi wioski naszej chatami...
W sennej strudze maczał skrzydła
Jako ptak
I roztulał dzikie głogi,
Polny mak.

Z starych mogił zbierał skargi i żale...
I otrząsał po kalinach korale...
I uderzał grzmiącą piersią
W czarny bór,
Aż się ozwał siwych dębów
Głośny chór!

Tęskność, smutek, łzy sieroce, jak biały
Tuman z łąki, za nim w ślady leciały...
Wiatr gałązki moje gibkie
Całował,
Na fujarce je urzekał,
Czarował!...




DO WIERZBY W PRATO


Wierzbo moja, płaczki moja,
Wspólne nasze łzy!
U jednego tesknot zdroja
Stoim, ja i ty...

Na rozdrożu, na tułaczem,
Gdzie nas rzucił los,
Przeminionej wiosny płaczem
W jeden szum i głos...

Płaczem zorzy tej liljowej
I słowiczych dni
I tej nocy księżycowej,
Co o szczęściu śni...

Płaczem doli i kochania
Tych umarłych róż,
Co na pogrzeb im podzwania
Złota fala zbóż...

I dalekiej płaczem chaty,
Gdzie zawarty próg,
gdzie wyrwane leżą kwiaty
U pielgrzyma nóg...

Idą ranki i wieczory,
Tęskność w sercu trwa;
Łkają twoje śpiewne kory,
Piosnka moja łka...

Co tu po mnie? Co po tobie?
Gdzie nasz bratni chór?
Zabłąkane my tu obie
W czarny, ludzki bór...

Zabłąkane my rówieśnie
W obcą, cudzą dal...
Jedne w sercu brzmią nam pieśnie,
Jeden w piersiach żal!...

Jedno po nas też zostanie,
Gdy się skończym już:
Fujarkowe, ciche granie
W echach pól i dusz!




⇧ Do góry

Zdzisław Kwasek © Copyright 2002
shengjk@tlen.pl
Pomógł Pajączek